poniedziałek, 12 maja 2014

4

*Następnego dnia*

- Clara, jesteś pewna, że dobrze wyglądam? - spytałam po raz wtóry mojej przyjaciółki, na co ta przewróciła oczami.
- Nawet lepiej niż dobrze. A teraz proszę cię, daj mi zrobić coś z tymi lokami. Rozpuszczone nie prezentują się tak dobrze jak w mojej wyobraźni. - tylko skinęłam głową. Musiałam zaufać Clarze, że dobrze wyglądam. Ale to był taki stres. Bałam się co może powiedzieć o mnie Johell, który coś planuje, skoro zabiera mnie trzy godziny przed imprezą.
Clara pociągnęła mnie mocniej za włosy.
- Au!
- Przepraszam! - powiedziała natychmiast - Ale jak chcesz być piękna, to cierp.
- Typowy tekst mojej mamy. - mruknęłam.
- No właśnie. Kwestia twojej mamy. Coś mało o niej opowiadasz. Nawet nie wiem jak ma na imię. Opowiesz coś o niej? - nie lubiłam gdy ktoś zadawał to pytanie. Kochałam moją mamę i nigdy nie mówiłam do niej per Nicole. Chciałam ją mieć dla siebie na wyłączność dopuszczając do niej tylko Francisa i Tiffany. Ona była moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze mogłam jej się wyżalić. Taka jakby BFF, Best Friend Forever.
- Nicole. - powiedziałam po dłuższej chwili - Nazywa się Nicole.
- Truelse?
- Nie. - westchnęłam - Zmieniła na nazwisko Francisa po ślubie z nim.
Dalej milczałam. Nie chciałam więcej o niej gadać. Nienawidziłam jej drugiego nazwiska. Byłam na nią wściekła, jak kazała 4 lata temu odejść mojemu tacie. Czas zabliźnił te rany, więc postanowiłam jej wybaczyć. Dlatego teraz była moją przyjaciółką. Clara chyba zrozumiała moje milczenie, bo nie wypytywała dalej.
- Gotowe. - rzekła nagle Clara.
- Mogę się wreszcie przejrzeć? - nie pozwoliła mi tego zrobić, dopóki nie skończyła wszystkiego.
Skinęła głową. Z wahaniem podeszłam do dużego lustra zawieszonego w pokoju Clary. Spojrzałam w swoje odbicie i aż zaniemówiłam. Czarna sukienka wyglądała na mnie jeszcze lepiej niż w wczoraj w sklepie. Czarny materiał idealnie przylegał do mojej tali. Clara spięła moje wcześniej pofalowane włosy w kok na czubku głowy. Diamentowe kolczyki mojej mamy świetnie pasowały do bransoletki kupionej w Aparcie. Ciemny makijaż był świetnie dopasowany do sukienki i czarnych butów i niesamowicie kontrastował z moją niezwykle bladą skórą.
- Wyglądam jak moja mama w młodości na zdjęciach. - odrzekłam i dostałam gęsiej skórki. To była całkowita prawda - nie raz oglądałam zdjęcia mojej mamy. Wyglądałam jak ona w młodości, a ta była nieziemsko piękna. - Odwaliłaś świetną robotę. Nie wiem jak mam ci dziękować. - rzuciłam się Clarze na szyję.
- Dobrze, dobrze. - mruknęła z uśmiechem. Po chwili jednak otrzeźwiała - Tylko mi się tu nie rozklejaj, bo zepsujesz makijaż!
- Okejjjjj. - Przedłużyłam ostatnią literę. Clara spojrzała na zegarek.
- Cholera! W pół do trzeciej. Musimy już jechać.- Złapała moją mini czarną torebeczkę na ramię i zaczęła szybko pakować do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Mruczała przy tym cicho: - Błyszczyk, telefon...trzeba go wyciszyć, żeby im nie przeszkadzał, chusteczki gdyby ryczała, spray pieprzowy, ojj nie zmieści się, klucze do domu i pieniądze żeby mogła za coś zapłacić gdyby ją wystawił...
- Ona wszystko słyszy! Chyba nie myślisz, że Johell zrani dzisiaj Mennie? - nienawidziłam gdy ktoś w mojej obecności mówił o mnie w trzeciej osobie. Niestety strach przezwyciężył moją złość. A co jak Clara miała rację i Johell wcale nie szykował romantycznej randki? Może chciał się mnie pozbyć? Chciało mi się płakać.
- Niech Mennie nie płacze! - powiedziała Clara dalej bawiąc się w mówienie o mnie w 3 osobie.
- Clara, a co jak to prawda? - spytałam.
- Och, kotku nie martw się. Na pewno tak nie jest...chyba. Ale nie możesz mu tego pokazać. Zacznij płakać dopiero po jego odjeździe, gdyby tak było. Musisz mu pokazać, że jesteś silna, a jak zobaczy, że wcale ci na nim nie zależało to do ciebie wróci. Oni zawsze wracają. - pocieszała mnie Clara.
- D-dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłaś. - powiedziałam jej.

*20 minut później*

Okej, ja spadam za nim tu podjecie. Papa. - pożegnała się Clara. Ja tylko jej pomachałam. W drodze do domu Clara zapewniała mnie, że wszystko będzie dobrze i tego się trzymałam. Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze, myślałam.
Pięć minut po odejściu Clary usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i wzięłam głęboki wdech. Przybrałam uśmiech na twarzy i mocno szarpnęłam za klamkę. Ujrzałam Johella w czarnym garniturze. Jak zwykle wyglądał zachwycająco, aż mi zaparło dech w piersi. Jego zielone oczy błyszczały jeszcze bardziej niż zwykle. Jego wargi były wykrzywione w powitalnym uśmiechu, a włosy elegancko ułożone po obu stronach głowy. Trzymał coś w ręku.
- Witaj, Królewno. - przywitał się podając mi czerwoną różę.
- Cześć. I dziękuję. - nie jestem pewna, ale chyba się zarumieniłam. Tak, ja i moje płonące policzki na zawsze razem, pomyślałam z niechęcią.
- Uważam, że pięknie wyglądasz z rumieńcami. - powiedział i dopiero teraz zaczął mi się przyglądać. Co to miało być? Jakby czytał w moich myślach.
- To może ja odstawię kwiatek do wazonu. - mruknęłam i otworzyłam przed nim drzwi - Właź.
Posłusznie spełnił rozkaz, a ja poleciałam do kuchni w poszukiwaniu wazonu. Mieliśmy ich dużo, bo moja mama miała fioła na punkcie roślin. Bezproblemowo wybrałam jeden z tych mniejszych i nalałam do niego wody. Johell uważnie mi się przyglądał. Gdy włożyłam kwiatek nareszcie się odezwał:
- W wejściu chciałem jeszcze dodać, że...ugh wyglądasz bardzo seksownie.
Znów oblałam się rumieńcem.
- D-dziękuję. Ty również.
Uśmiechnął się uwodzicielsko. Aż kolana mi zmiękły a w brzuchu zaczęło przewracać.
- Idziemy? - spytałam zmieniając temat.
- Oczywiście, Królewno.
Podeszłam do niego, a on złapał mnie za rękę i splótł swoje palce z moimi. Przemierzyliśmy hol i dotarliśmy do drzwi. Johell gwałtownie się zatrzymał.
- Jest ktoś w domu?
- N-nie. - odrzekłam.
- A jak tu wrócimy po 19 to ktoś będzie?
- Też n-nie. Rodzice w-wyjechali dzisiaj w s-sprawie jakiegoś klienta. Nie będzie ich do poniedziałku. Zabrali z sobą Tiffany, więc nie potrzebna nam niania. - Po co mu to było?
- Idziemy? - tym razem to on spytał. Z wahaniem skinęłam głową. Teraz moje myśli zaprzątało coś innego. Czemu pytał się czy ktoś będzie w domu...czyżby planował się ze mną...?
Wyszliśmy z domu, a Johell pociągnął mnie w stronę samochodu.
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz